Nawet 40-sto stopniowy upał i niedorzeczne przepisy dotyczące wnoszenia otwartych butelek wody na tereny festiwalu nie popsuły corocznego święta muzyki alternatywnej w Katowicach. Choć sporo zamieszania było już w piątek. Wielkie zainteresowanie, które przysporzył koncert Smashing Pumpkins, sprawiło, iż osoby które przyjechały na festiwal z nadzieją kupna biletu przed samym wejściem, musiały obejść się smakiem, bądź obejść ochronę i przeskoczyć ze dwa płoty. Chociaż w mojej skromnej opinii Ci którzy poszli na SP ominęli jeden z lepszych koncertów tegorocznego OFF'a. Gdy Billy Corgan męczył cover Space Odity, David'a Bowie'go uciekłem na scenę trójki, aby ujrzeć na własne oczy śliczną Alunę Francis w Duecie z George'em Reid'em. Nie pożałowałem!
Piątek był interesujący również z powodu koncertu Zbigniewa Wodeckiego w kolaboracji z Mitch & Mitch. Wydarzenie naturalnie zebrało tłumy. Niektórzy przyszli zaintrygowani obecnością Wodeckiego, inni pewni umiejętności Mitch & Mitch zjawili się podziewając się dobrego muzycznego show. Miałem wrażenie, że nikt się nie zawiódł. Debiutancka płyta Wodeckiego, nagrana 37 lat temu, odkurzona przez Mitch'ów została przyjęta bardzo gorąco przez publiczność. Pomimo iż niektórzy słuchali koncertu z przymrużonym okiem, niewielu wyszło przedwcześnie.
Upał nie zelżał ni to w sobotę ni to w niedzielę. Do tego stopnia iż kierownictwo zezwoliło na wniesienie 500 ml butelek wody na teren festiwalu (fabrycznie zamkniętych, otwieranych przez ochronę na bramkach). Ci co nie mieli tyle pomyślunku, żeby zaopatrzyć się w zgrzewkę małej mineralnej (jak autor tej notki) ratowali się, darmowymi red bullami, Grolshem ze strefy gastro, albo tanim Żubrem z pobliskiego Grill-Baru. Szybko, wielką popularność zyskali strażacy którzy polewali spalonych słońcem festiwalowiczów wodą z hydrantu. Trudniejsza sytuacja była oczywiście na polu namiotowym. Nagrzany do niebotycznych temperatur namiot, zupełny brak cienia to nie są doskonale warunki do odsypiania po długich nocach. Dlatego też wokół całej doliny trzech stawów roiło się od śpiących pod drzewami ludzi na karimatach, inni pompowali baseniki. Osobiście wybrałem inny sposób na ochłodę i zaryzykowałem kąpiel w jednym ze stawów, co okazało się bardzo trafioną decyzją.
Co do sfery muzycznej nie zawiedli Metz (CA), Bisz (PL), Merchandise (US), We Draw A (PL), Gówno (PL), Rebeka (PL), Tres.B (PL), Japandroids (PL). Oraz kolejna intryga festiwalu, a mianowicie Molesta ze Skandalem. Posłuchać muzyki dzieciństwa w nowej aranżacji z zespołem na żywo - bardzo pozytywne przeżycie.
Najwięcej radości przyniosła mi niedziela i trzy koncerty, na które czekałem od ogłoszenia artystów. Thee Oh Sees (US), Super Girl & Romantic Boys (PL), Goat (SE). Problemem mogło okazać się jednoczesne odbywanie się koncertu Thee Oh Sees i disco punków z SGRB, ale dokonując trzeźwej oceny sytuacji i udałem się najpierw na koncert amerykanów. Ciasny namiot sceny eksperymentalnej wypełnił się po brzegi. Z trudem przebiłem się pod scenę, gdzie już po pierwszych dźwiękach gitar rozgorzało piekielne pogo. Piekielne z racji temperatury, która pomimo wieczornej godziny bardzo szybko wzrosła w dusznym namiocie. Ale nie przeszkodziło to mnie i setce ludzi rozruszać parkiet namiotu. Osobiście wytrzymałem w tym kotle 15 najintensywniejszych minut festiwalu. Pełen satysfakcji, udałem się na Super Dziewczynę i jej Romantycznych Kolegów. Fakt że mogłem zobaczyć legendy polskiej alternatywy na żywo był dla mnie już wystarczająco ekscytujący, ale nic nie mogło mnie przygotować na to co zobaczyłem później. Godzinę po SGRB, na scenę leśną wkroczyli zamaskowani, wystrojeni artyści szwedzkiego zespołu Goat. Przesłuchałem ich płytę World Music kilkadziesiąt razy przed samym festiwalem i bez wahania przyznałem rację Guardian'owi, który ogłosił krążek jednym z najlepszych albumów 2012 roku. Nie spodziewałem się jednak jak dużo emocji, energii, magii może przysporzyć wykonanie na żywo. Dwie wokalistki, swoimi tańcem i głosem hipnotyzowały publiczność. Już od pierwszych dźwięków byliśmy w ich mocy. Zapomniałem iż jestem na koncercie, a tańcząc pod samą sceną z międzynarodową grupą narwańców(pozytywnie), miałem wrażenie iż uczestniczę w jakimś rytuale. A przyznać muszę iż niedziela była jedynym, zupełnie trzeźwym dla mnie dniem festiwalu. Goat ryje beret lepiej niż trawa.
Ogłaszam bardzo udanego OFF'a i polecam odwiedzić za rok. A ja tymczasem wracam do zbierania funduszy na Selector'a. Życzcie powodzenia.
![]() |
| WOODS (US) |



