|
|
| koncert Daughn'a Gibson'a |
Festiwalowy piątek przeplatał nie tylko skrajną pogodę, ale był również zróżnicowany muzycznie. Na dużej scenie można było usłyszeć indie rockowe brzmienie Kurt Vile and The Violators, legendę amerykańskiego soul'u Charles'a Bradley'a, czy electropopowy kwartet z Davon, UK zwany Metronomy.
To nie jedyne muzyczne perełki tego dnia. Chromatics, Death in Vegas, Savages to tylko niektóre zespoły które przeoczyłem ze strachu przed deszczem. Jeśli kogoś trzymają cyfrowe hardcore klimaty to mógł wieczorem wyskoczyć na Atari Teenage Riot. Byli też tacy co szli na Nosowską.
 |
| Retro Stefson |
Sobotni dzień zaczął się od kilkuset metrowej kolejki do pryszniców (co dziwne natryski oblegane nie były. Ci co się nie bali zasłonki i zimnej wody, w kolejkach nie stali). A na dużej scenie warszawski zespół z przerośniętym ego, The Stubs. Na scenie leśnej solidny polski alternatywny rock, przeplatany free jazzem, Kristen. To co w sobotę było warto zobaczyć, to nie tylko głośno zapowiadany Iggy Pop. Scena eksperymentalna dowodzona tego dnia była przez szefa słynnej wytwórni Sub-Pop, Jonathan'a Poneman'a. Daughn Gibson, Pissed Jeans te dwa koncerty były szczególnie istotne. Nie tylko dlatego, że Rojek pofatygował się żeby je zobaczyć, albo że piosenka Pissed Jeans była hymnem w kampanii marketingowej tegorocznego OFFa. Ale dlatego że można było usłyszeć podopiecznych legendarnego Sub-Pop'a, wytwórni która jest matką amerykańskiego grunge'u, oraz wydaje płyty największych z alternatywnych (Fleet Foxes, Foals, Shins, Dinosaur jr). Kontynuując tradycję z piątku nie byłem na Pissed Jeans.
Na trójkowej scenie prawdziwy taneczny rozpierdol uczynili nam goście z Islandii, Retro Stefson. Ziomki z zimnego kraju okazali się najgorętszym zespołem festiwalu. Zaraz po nich na scenie leśnej zagrali Other Lives, indie folkowy, wpadający w prog rocka zespół z Oklahomy, o których będzie bardzo głośno. Szybko, sprawdź ich na YT zanim zrobi to hołota!
 |
| Other Lives |
 |
| Other Lives |
Na dużej scenie o 22 zagrał Thurston Moore, jeden z liderów legend ruchu no wave, nowojorskiej grupy Sonic Youth. Thurston zagrał jeden z najlepszych koncertów tegorocznego Off'a. Po Thurston'ie na scene wskoczył Iggy Pop wraz z The Stooges. Starsi panowie, a ile w nich energii. Iggy poprosił na scenę kilkudziesięciu fanów i tańczył z nimi, tak jakby nie był trzykrotnie starszy i nie dokuczała mu kontuzja biodra. Świetny koncert Iggy'iego, ale może to mój sentyment i sympatia do tego hiperaktywnego staruszka. Współczuję dziewczynie, która po otrzymaniu mikrofonu od Pop'a, podczas "I Just Wanna Be Your Dog", zaśpiewała coś, jakby takiego, ale jednak nie. Megawstyd.
 |
| Łona & Webber |
 |
| Baxter Dury |
Niedziela to już Łona z Webberem, pokazują jak liczyć do Czterech i Pół. Łona brutalnie łamię ścianę między nim, a publiką. Gdy podszedłem pod scenę przed koncertem zrobić mu zdjęcie on uśmiechnął się szczerze na powitanie. Niestety Afrokolektyw wciśnięto w ten sam czas co Łonę i musiałem odpuścić. Ponoć warto było jeszcze zobaczyć Levity [PL], osobiście nie byłem. Ale z tego co wiem bardzo spodobali się zespołowi który grał po nich, Fanfarlo [UK], dobry folk rock w stylu The Maccabees.
Była też Kim Gordon. Maleńki namiot sceny alternatywnej zalało morze ludzi. I tak szybko jak namiot się wypełnił, opustoszał po pierwszych dźwiękach gitary Kim. Wychodząc z namiotu w głowie atakowały mnie dwa słowa: Yoko Ono... Brr. Na koniec fenomenalni Battles oraz Swans, których osobiście nie rozumiem.
Tyle ode mnie, tyle z Off'a. Do zobaczenia za rok na kolejnej Rojkowej plejliście.
 |
| kolejeczka |